Skip to content
Artwork for Art Perspective – podcast o sztuce
ArtsVisual ArtsHistory

Art Perspective – podcast o sztuce

Dorota Szarnowska

Cześć, nazywam się Dorota Szarnowska. Art Perspective to podcast o historii sztuki i architektury po polsku. Opowiadam o artystach i ich dziełach – od Dürera i Botticellego po Kusamę i Hockneya – o polskich zamkach i pałacach oraz ludziach, którzy je zbudowali, a także o fałszerstwach, kradzieżach dzieł sztuki i zaginionych obrazach. Sztuka bez akademickiego żargonu – z faktami, kontekstem i dobrą historią. --- Współpraca i media: d.szarnowska@gmail.com

artperspective.substack.com
Play
  • 20 episodes
  • Avg 47 min
  • Polish
  • Wednesday · 42 min

    Zamek w Kórniku: Działyńscy, Zamoyski i Biała Dama

    Zamek w Kórniku pod Poznaniem wygląda jak z baśni – ale za jego neogotycką fasadą kryje się historia ludzi, którzy zamienili rodową siedzibę w skarbnicę polskiej kultury. W tym odcinku opowiadam o Działyńskich, którzy w XIX wieku przebudowali zamek i zgromadzili tu bezcenne zbiory i bibliotekę, o hrabim Władysławie Zamoyskim, który cały majątek oddał narodowi, oraz o legendzie Białej Damy – Teofili z Działyńskich, której portret do dziś spogląda na zwiedzających. Architektura, sztuka, kolekcjonerstwo i zamkowa legenda – wszystko w jednej opowieści. Rozdziały 00:00 Wrzesień 1939: burgrabia w drzwiach zamku 01:50 Witajcie w Kórniku 02:05 Zamek, który udaje średniowiecze 03:35 Prawdziwy wiek zamku i ród Górków 06:49 Teofila z Działyńskich 08:04 Legenda Białej Damy 09:27 Tytus Działyński i trzy projekty (Corazzi, Marconi, Schinkel) 11:29 Powstanie i pruskie represje 12:33 Druga faza przebudowy 15:02 Sala Mauretańska 15:22 Biblioteka Kórnicka 16:41 Arboretum Kórnickie 18:44 Jan Działyński: wyrok śmierci i sekwestr 21:32 Kolekcje rosną 23:01 Władysław Zamoyski dziedziczy Kórnik 26:35 Bismarck i wygnanie Zamoyskich 29:35 Zakopane i Morskie Oko 32:05 Fundacja „Zakłady Kórnickie” 34:32 1939: zbiory w Nowym Jorku i okupacja 36:33 Błoto pod zamkiem 37:30 Kórnik po wojnie 39:02 Zakończenie Jeśli lubisz historie o miejscach, dziełach i ludziach, którzy je stworzyli – zasubskrybuj Art Perspective, żeby nie przegapić kolejnych odcinków, i napisz w komentarzu, który polski zamek mam odwiedzić następny. Zdjęcie na okładce: Zamek w Kórniku, fot. Diego Delso, licencja CC BY-SA 4.0, Wikimedia Commons (kadr przycięty). This is a public episode. If you would like to discuss this with other subscribers or get access to bonus episodes, visit artperspective.substack.com

  • Monday · 40 min

    Zamek w Baranowie Sandomierskim: mroczny sekret Małego Wawelu

    Obejrzyj wersję wideo na YouTube: https://youtu.be/d6dMbWbsJd8 Pełny artykuł o zamku w Baranowie Sandomierskim: https://artperspective.substack.com/p/zamek-w-baranowie-sandomierskim-mroczny-9d3Wygląda jak włoski renesansowy pałac, nazywają go Małym Wawelem, ale jego mury skrywają historie, o których wolisz nie wiedzieć przed zmrokiem... W tym odcinku Art Perspective Podcast zaglądamy za fasadę zamku w Baranowie Sandomierskim. Jakie sekrety ukrywali magnaci? Czy klątwa i opowieści o nieszczęśliwej miłości to tylko legendy, czy prawda zapisana w kamieniu?Zostaw subskrypcję, kliknij dzwonek i odkryj historię sztuki oraz architektury z zupełnie innej strony!#BaranówSandomierski #MalyWawel #ArtPerspective #Sztuka #HistoriaSztuki #ZamkiPolski Pełny artykuł Z kolumn krużganków patrzą na ciebie kamienne twarze. Historycy sztuki nazywają je maszkaronami, groteskowymi maskami, rzeźbiarskim żartem architekta. Wiszą tu od ponad czterystu lat. Widziały kalwińskie nabożeństwa, wesela, posagi, dwa wielkie pożary, niemieckich urzędników i radzieckich żołnierzy. Widziały też konserwatorów opłaconych przez kopalnię siarki. Kiedy stoisz na tym dziedzińcu i zachwycasz się renesansem, warto zapytać: ile z tego renesansu naprawdę pochodzi z XVI wieku? Dziedziniec, na który się schodzi Przez bramę w wieży nie wchodzisz na dziedziniec, tylko na niego schodzisz. Leży on na poziomie pierwszego piętra, bo zamek stoi na nizinie kilkaset metrów od Wisły, a Wisła wylewa. Piękno tego miejsca zaczyna się od strachu przed powodzią. Leszczyńscy: kalwini, którzy zbudowali sobie Wawel Dobra baranowskie kupił w 1569 roku Rafał Leszczyński herbu Wieniawa, polityk z temperamentem: sprzeciwiał się małżeństwu Zygmunta Augusta z Barbarą Radziwiłłówną, przeszedł do braci czeskich i był marszałkiem sejmu. Baranów stał się ważnym ośrodkiem kalwinizmu. Budowa obecnego zamku ruszyła około 1591 roku, a skończył ją syn Rafała, Andrzej, około 1606 roku. Tego samego roku Andrzej zmarł. Projekt przypisuje się Santiemu Gucciemu, nadwornemu artyście Stefana Batorego. Nie znamy jednak umowy ani rachunku, a atrybucja opiera się na analizie stylu. Anegdota o polowaniach Batorego w Baranowie też się nie klei: król zmarł w 1586 roku, kilka lat przed rozpoczęciem budowy. Zamek ma cztery okrągłe baszty, wieżę bramną, attykę i piętrowe krużganki na kolumnach. Stąd porównanie do Wawelu. To jednak manieryzm, późny renesans, który bawi się klasycznymi regułami: każda elewacja wygląda inaczej, a na najwyższej kondygnacji stoją kolumny, które niczego nie podtrzymują. Złote stiuki Falconiego Około 1625–1630 roku do Baranowa przyjechał Giovanni Battista Falconi, sztukator z okolic jeziora Lugano. Przebudowano schody i wieżę bramną, a we wnętrzach pojawiły się stiuki. Najmocniejszym śladem jest Baszta Falconiego, okrągła komnata z dekoracjami pokrytymi prawdziwym złotem. Nad wejściem do jednej z sal do dziś widnieje herb Wieniawa, głowa żubra z kółkiem w nozdrzach. W tej samej rodzinie Andrzej Leszczyński był kalwińskim opiekunem zborów, a urodzony w Baranowie Wacław Leszczyński został prymasem Polski. Po śmierci Andrzeja w 1651 roku jego brat Bogusław wychował bratanka na katolika i zamknął zbory kalwińskie w Baranowie. W czasie potopu szwedzkiego miasteczko splądrowano i spalono. Posag księżnych i barok Tylmana W 1677 roku Leszczyńscy sprzedali Baranów księciu Dymitrowi Wiśniowieckiemu. Potem zamek wędrował jako posag: w 1683 roku do Józefa Karola Lubomirskiego, w 1720 roku do Sanguszków. Lubomirski zaprosił po 1695 roku Tylmana z Gameren, architekta Pałacu Krasińskich w Warszawie. Tylman dobudował galerię ze stiukami i widokami włoskich miast, dziś nazywaną Galerią Tylmanowską. Dwa pożary i Młoda Polska W 1848 lub 1849 roku pożar strawił wnętrza i całą bibliotekę, której nigdy porządnie nie spisano. Baranów leżał wtedy w Galicji i podupadał. W 1867 roku dobra poszły pod młotek i kupił je Feliks Dolański. Jego syn Stanisław Karol odbudował zamek, ale w 1898 roku wybuchł drugi pożar. Dolański się nie poddał. Zatrudnił krakowskiego architekta Tadeusza Stryjeńskiego, który urządził w narożnej komnacie secesyjną kaplicę z witrażami Józefa Mehoffera i obrazem Jacka Malczewskiego w ołtarzu. W tym samym czasie Baranów stracił prawa miejskie i stał się wsią. Wojna Podczas okupacji w zamku działał niemiecki urząd administracyjny. W 1921 roku w Baranowie mieszkało 745 Żydów, 42 procent mieszkańców. W czerwcu 1942 roku Niemcy utworzyli w miasteczku getto dla ponad dwóch tysięcy osób, kilkaset metrów od zamku. Latem 1944 roku Armia Czerwona przeprawiła się przez Wisłę i powstał przyczółek baranowsko-sandomierski. Zamek przetrwał, ale został zdewastowany. Losu obrazu Malczewskiego i witraży Mehoffera nie udało mi się ustalić. Uratowany przez kopalnię siarki W latach pięćdziesiątych pod okolicami Tarnobrzega odkryto złoża siarki rodzimej i wyrósł kombinat Siarkopol. Profesor Alfred Majewski, który przez ponad trzydzieści lat kierował odnową Wawelu, szukał dla zamków mecenasów w przemyśle. Wiśnicz wziął przemysł petrochemiczny, Przecław lotniczy, a Baranów siarkowy. W planach miało tu powstać Muzeum Siarki. Odbudowa trwała etapami mniej więcej od końca lat pięćdziesiątych do końca sześćdziesiątych. Ile jest renesansu w renesansie Bryła, mury, baszty, attyka, krużganki i kamienne twarze na kolumnach to XVI i XVII wiek. Wnętrza w dużej części są dziełem ekipy Majewskiego. Meble i przedmioty w Muzeum Wnętrz pochodzą w dużej mierze z innych miejsc, a Galerię Tylmanowską zrekonstruowano po wojnie dość swobodnie. Czy to znaczy, że Baranów jest fałszywy? Nie. Ma po prostu jeszcze jedną warstwę. Do Gucciego, Falconiego, Tylmana, Stryjeńskiego i Mehoffera dochodzi Majewski. Mały Wawel jest w pewnym sensie bardziej wawelski, niż był kiedykolwiek wcześniej. Zamek zagrał w serialu „Czarne chmury” (1973). Od 1997 roku należy do Agencji Rozwoju Przemysłu i działa w nim muzeum, hotel i restauracja. Możesz zjeść kolację pod złotymi stiukami i wziąć ślub na dziedzińcu, na który schodzi się w dół, bo czterysta lat temu ktoś bał się Wisły. Obejrzyj odcinek na YouTube. Jeśli lubisz historię sztuki od mniej oczywistej strony, zasubskrybuj Art Perspective. Grafika odcinka: fot. Scotch Mist, licencja CC BY-SA 4.0, Wikimedia Commons. This is a public episode. If you would like to discuss this with other subscribers or get access to bonus episodes, visit artperspective.substack.com

  • Monday · 29 min

    Klemensów: pałac zbudowany dla dziecka, które się nie urodziło

    Obejrzyj wersję wideo na YouTube: https://youtu.be/4_mB-Yb2iWo Wyobraźcie sobie, że ktoś buduje wielki pałac, zanim jego przyszły właściciel przyjdzie na świat. Tak, według większości źródeł, zaczęła się historia Klemensowa, jednego z najciekawszych zespołów pałacowo-parkowych na Lubelszczyźnie.W tym odcinku zabieram Was na Roztocze, pod Szczebrzeszyn. Opowiadam o:Teresie i Tomaszu Antonim Zamoyskich i początkach budowy w 1744 roku architektach i budowniczych: Bemie, de Kawe, Columbanim, a potem Ittarze i Marconim parku, który z barokowego ogrodu stał się jednym z największych na Lubelszczyźnie wnętrzach: marmurowych kominkach, piecach z orłami i bibliotece, w której zostały regały, a książki poszły w świat wojnie, grabieży galerii i powojennych losach pałacu lokalnych relacjach o zdjęciach do filmu „Ida”Tam, gdzie źródła się różnią, mówię o tym wprost. Wolę zaznaczyć lukę, niż wypełnić ją domysłami.Znacie Klemensów z wizyty czy tylko z opowieści? I który polski pałac chcielibyście usłyszeć następnym razem? Napiszcie w komentarzu.Art Perspective to podcast i kanał o sztuce, architekturze i ludziach, którzy je tworzyli. Po polsku, do posłuchania w drodze do pracy albo na spacerze. Subskrybujcie, żeby nie przegapić kolejnych odcinków.Źródła: Polskie Zabytki, Dwory i Pałace Polski, Zamość Info, Lubelskie Klimaty, Fotopolska, Morando, Muzeum w Szczebrzeszynie, Miejski Dom Kultury w Szczebrzeszynie, Zamojska, rp.pl.#Klemensów #Zamoyscy #Szczebrzeszyn #Roztocze #pałace #architektura #historiasztuki #ArtPerspective Grafika odcinka: fot. kruczjak, licencja CC BY 3.0, Wikimedia Commons. This is a public episode. If you would like to discuss this with other subscribers or get access to bonus episodes, visit artperspective.substack.com

  • September 30 · 59 min

    Liceum Plastyczne w Nałęczowie: szkoła, która zmienia artystów

    Obejrzyj wersję wideo na YouTube: https://youtu.be/yIDuNVsUPcs PLSP Nałęczów to legenda polskiej edukacji artystycznej. Przez dekady szkoła kształciła nie tylko malarzy i rzeźbiarzy, ale przede wszystkim twórców, którzy nauczyli się myśleć krytycznie i patrzeć na świat artystyczo. W tym filmie opowiadam o historii Liceum Plastycznego im. Józefa Chełmońskiego – szkole, która zmieniła moje życie i żyje w mojej pamięci do dzisiaj. Poznaj jej tradycje, pedagogikę i to, co sprawia, że absolwenci PLSP tak mówią o swoim doświadczeniu: „To była przygoda”. Jeśli uczyłeś się w PLSP, podziel się swoją historią w komentarzach. Jeśli rozważasz edukację artystyczną – zobacz, co czeka Cię za bramą tej wyjątkowej szkoły. Art Perspective – Historia sztuki, która żyje. #PLSPNałęczów #LiceumPlastyczne #SzkolaArtystyczna #EdukacjaArtystyczna #ChelmonskiNałęczów #HistoriaSztuki #ArtPerspective #PolskaEdukacja #SzkolaZPasją #TradycjaArtystyczna #TworzyćSię #PolskaStuka #Nałęczów #SzkolaArtystów #EducationMatters #ArtHistory #CreativeEducation #PolandArt #Nostalgia #SchoolStories Stanęłam w tym roku z córką w drzwiach pokoju w internacie w Nałęczowie. Cztery łóżka, czasem pięć, jeden stolik, kilka krzeseł. Może trzy na cztery metry. To tutaj zaczęła się najlepsza decyzja, jaką podjęłam w młodości. Chodziłam do Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych im. Józefa Chełmońskiego w Nałęczowie od 1998 roku, od piętnastego do dwudziestego roku życia. Ten tekst jest dla każdego, kto zastanawia się, czy to dobre miejsce dla jego dziecka, i dla nastolatków, którzy sami stoją przed tym wyborem. Moja droga do Nałęczowa Wychowałam się w Biłgoraju. Przez dwanaście miesięcy przed egzaminem uczyłam się po lekcjach historii sztuki i chodziłam na kółko plastyczne do mojej nauczycielki, Doroty Brzozowskiej. Raz w miesiącu jeździłam na konsultacje: kandydaci z całej Polski rozkładali prace na korytarzu, a dyrektor i nauczyciele mówili, co poprawić. Pierwszy raz ktoś patrzył na moje rysunki jak na pracę, którą da się ocenić. Z matematyki dostałam na egzaminie dwójkę, z historii sztuki szóstkę. Na liście przyjętych byłam raczej na końcu. Miejsce na tej liście okazało się najmniej ważną liczbą w całej mojej historii z tą szkołą. Szkoła starsza niż budynek Budynek przy alei Lipowej zaprojektował Marek Leykam, autor poznańskiego Okrąglaka. Oddano go w 1966 roku w ramach akcji „Tysiąc szkół na Tysiąclecie”, a gruntowny remont zakończono w 2015 roku. Korzenie szkoły sięgają 1903 roku, gdy lekarze nałęczowskiego uzdrowiska założyli Szkołę Instruktorów Koszykarskich, a w 1905 roku Szkołę Instruktorów Zabawkarskich. Uzdrowisko założyli w 1878 roku byli zesłańcy, a bywali tu Bolesław Prus, Henryk Sienkiewicz i Ignacy Paderewski. W 1911 roku powstała Szkoła Rzeźby w Drewnie Jana Żylskiego. W 1914 roku prace uczniów dostały dyplom na wystawie w Petersburgu. W czasie okupacji Żylski prowadził Szkołę Przemysłu Drzewnego, dzięki której wielu uczniów i nauczycieli uniknęło wywózki na roboty. W 1948 roku ruszyło Wiciowe Liceum Technik Plastycznych: trzynastu uczniów i jeden nauczyciel na etacie. Od 1967 roku szkoła nazywa się Państwowym Liceum Sztuk Plastycznych, a od 1979 roku nosi imię Józefa Chełmońskiego. Projektowała prototypy zabawek dla przemysłu. Dziś absolwent szkoły, Mirosław Nizio, przygotował projekt nowego pawilonu „Galeria Prolog”. Nauczyciele, którzy zostają na całe życie Łukasz Głowacki uczy rysunku i malarstwa, a poza szkołą zajmuje się performance, instalacją i filmem. Prowadzi szkolną „Małą Galerię”, działającą od 1976 roku. Andrzej Oboz, nauczyciel rzeźby, robi obiekty z materiałów znalezionych i czerpie z konstruktywizmu. Piotr Kubisiak, nauczyciel meblarstwa, nazywa obróbkę drewna stolarskim „fechtunkiem”: najpierw szkic w skali, potem rysunek wykonawczy, dopiero potem dłuto. Waldemar Doraczyński, architekt z Kazimierza Dolnego, uczył patrzeć na proporcje i światło. Ważni byli też Izabela Daniel-Lenart od niemieckiego, Anna Jelińska od historii sztuki i wielu innych. Życie w internacie Szkoła i internat to jeden kompleks. Pokoje są małe, na cztery lub pięć osób, a stołówka zapewnia pełne wyżywienie (w 2026 roku 22 zł dziennie i 80 zł miesięcznie za internat). Trzeba przywieźć własną pościel, ręczniki, a nawet kubek i sztućce. W kolejnych latach przeniosłam się na stancję i dla mnie był to dobry wybór. Na początku internat jest jednak idealny, bo tam najszybciej poznaje się ludzi. Egzamin do PLSP Nałęczów w 2026 roku Egzamin odbywa się jednego dnia i ma cztery części po godzinie: * rysunek światłocieniowy martwej natury ołówkiem, * malarstwo martwej natury farbami wodnymi (plakatówka, akwarela, tempera albo akryl), * kompozycja przestrzenna z papieru, * egzamin ustny. Matematyki już nie ma. Na egzaminie ustnym pytają o zabytki Polski, świata i własnej okolicy, o patrona Józefa Chełmońskiego i o Jana Matejkę, o ulubionego artystę, style, perspektywę, kompozycję i techniki malarskie. Można też opowiedzieć o własnych zainteresowaniach. Trzeba zabrać co najmniej trzy pędzle, ołówki od 2B do 6B, gumkę, farby, paletę, nożyczki, klej i linijkę 30 cm. Szkoła organizuje sobotnie konsultacje od marca do maja, warsztaty i dzień otwarty. Czego się tam uczy Nałęczów to szkoła form użytkowych z trzema specjalizacjami: meblarstwo artystyczne (drewno i wiklina), projektowanie zabawek (drewno i tkanina) oraz od 2025 roku wzornictwo artystyczne. Do tego rysunek, malarstwo, rzeźba i historia sztuki. Szkoła jako pierwsze liceum w Polsce wprowadziła program SolidWorks do projektowania 3D i ma drukarkę 3D. Dla kogo to dobry wybór, a dla kogo nie Najwięcej biorą z Nałęczowa ci, którzy są ciekawi ołówka, dłuta, wikliny, tkaniny i ekranu. Jeśli ktoś chce rysować wyłącznie mangę i nie chce słyszeć o niczym innym, będzie mu trudno. Trzeba też być gotowym na wyjazd z domu, małe pokoje i małe uzdrowisko zamiast dużego miasta. Średni wynik z matematyki na maturze w 2026 roku wyniósł według serwisu Wasza Edukacja niecałe 49 procent, więc kto myśli o politechnice, musi pilnować matematyki od pierwszej klasy. Moje rady: zacznijcie wcześnie, znajdźcie nauczyciela, który was poprowadzi, jeździjcie na konsultacje, rysujcie z natury, nie ze zdjęć, i przyjedźcie na dzień otwarty. Co potem Absolwenci idą na akademie sztuk pięknych, wzornictwo, architekturę wnętrz, scenografię, konserwację i historię sztuki. Szkołę skończyli między innymi Tomasz Budzyński z Armii, Mirosław Nizio oraz Agata Kulik-Pomorska i Paweł Pomorski ze studia Malafor. Ja studiowałam grafikę, potem grafikę 3D i projektowanie gier na AGH, a dziś pracuję jako projektantka w brytyjskiej firmie inżynieryjnej. Codziennie korzystam z tego, czego nauczyłam się w Nałęczowie: patrzenia na przedmiot jednocześnie jak artystka i jak ktoś, kto musi go zrobić. Jeśli skończyliście Nałęczów, napiszcie w komentarzu, w którym roku zaczynaliście i który nauczyciel został z wami na całe życie. Posłuchaj całego odcinka powyżej albo obejrzyj go na YouTube. Jeśli lubisz historię sztuki od mniej oczywistej strony, zasubskrybuj Art Perspective. Grafika odcinka: fot. Pibwl, licencja CC BY-SA 4.0, Wikimedia Commons. This is a public episode. If you would like to discuss this with other subscribers or get access to bonus episodes, visit artperspective.substack.com

  • September 24 · 41 min

    Zamek Krzyżtopór: magnacka fantazja i jej tragiczny koniec

    Obejrzyj wersję wideo na YouTube: https://youtu.be/VAHhKHi-lGU Zamek Krzyżtopór w Ujeździe obrósł legendami jak mało który zabytek w Polsce. Akwarium w suficie jadalni, 365 okien jak dni w roku, marmurowe żłoby i kryształowe lustra dla koni. Ile z tego jest prawdą, a ile opowieścią dopisaną do ruin przez kolejne pokolenia? Krzysztof Ossoliński zbudował do 1644 roku pałac w pięciobocznej fortecy, jedną z największych rezydencji w ówczesnej Rzeczypospolitej. Cieszył się nim bardzo krótko: zmarł w 1645 roku, a jego jedyny syn zginął cztery lata później. Szwedzi ograbili zamek w 1655 roku, ale ostateczny cios zadali Rosjanie w 1770 roku, podczas walk z konfederatami barskimi. Od tego czasu Krzyżtopór jest ruiną. W tym odcinku idę śladem źródeł i sprawdzam, skąd wzięły się legendy o tym miejscu. Stoję na dziedzińcu w Ujeździe i liczę okna. Właściwie dziury po oknach, bo szyb, ram i okiennic nie ma tu od stuleci. Przewodniki powiedzą Wam, że było ich 365, tyle, ile dni w roku. Do tego 52 komnaty, 12 sal i 4 wieże, jak tygodnie, miesiące i pory roku. Zamek jako kalendarz. Brzmi pięknie. Tylko że kiedy zaczniecie szukać tej liczby w źródłach z epoki, zrobi się dziwnie cicho. Kim był Krzysztof Ossoliński Krzyżtopór jest portretem jednego człowieka. Krzysztof Ossoliński urodził się 28 kwietnia 1587 roku w Bukowsku. Ossolińscy pieczętowali się herbem Topór, a rodzina działała jak spółka: najmłodszy brat, Jerzy, został kanclerzem wielkim koronnym. Bracia fundowali budowle w całej okolicy, od zamku w Ossolinie po kolegiatę w Klimontowie. Młody Krzysztof studiował za granicą, przede wszystkim we Włoszech: w Bolonii, Padwie, Florencji i Rzymie. Badacze wskazują na pałac Farnese w Caprarola, pięcioboczną fortecę i rezydencję zarazem, jako możliwy wzór. Po powrocie Ossoliński zrobił karierę, a w 1638 roku został wojewodą sandomierskim. Majątek budował między innymi na dostawach dla wojska. Krzyżtopór to w pewnym sensie pałac zbudowany z wojennych kontraktów. Pałac w fortecy Zamek stanął na skalnym cyplu nad doliną Koprzywianki. Budowa szła etapami: najpierw pięcioboczna fortyfikacja z bastionami i fosą wykutą w skale, potem, do 1644 roku, pałac. Taki typ nazywamy palazzo in fortezza. Inskrypcje na bramie podają lata 1631 i 1644, ale dokładnej daty rozpoczęcia prac nie znamy. Nazwa łączy imię fundatora z herbem: Krzysztof i Topór. Nad bramą do dziś widać krzyż i topór. Krzyż był też deklaracją. Dziadek Krzysztofa, Hieronim, był kalwinem, a wnuk stawiał na kontrreformację. Kto zaprojektował zamek? Od tekstu Stanisława Tomkowicza z 1896 roku przypisywano go Wawrzyńcowi Senesowi. Późniejsi badacze, Adam Gruszecki (1962) i Alicja Lutostańska (1963), byli ostrożniejsi. Narodowy Instytut Dziedzictwa uważa dziś, że Senes raczej nadzorował budowę, a projektantem mógł być nieznany architekt albo sam Ossoliński. Trasa zaprojektowana jak spektakl Krzyżtopór to nie zbiór sal, tylko trasa. Wszystko leży na jednej osi: od wieży bramnej przez pałac i owalny dziedziniec po ośmioboczną wieżę na północnym bastionie. Brama miała portal z czarnego marmuru i zegar. Pałac otwierał się ku przyjezdnym trzema skrzydłami w kształcie litery U, a fasada nawiązywała do łuku triumfalnego. Najlepszy moment to wąskie, sklepione przejście, po którym nagle otwiera się dziedziniec w kształcie elipsy. Marcin Fabiański w „Biuletynie Historii Sztuki” (1996) wywiódł ten układ z listów Pliniusza Młodszego, opisującego willę w Laurentum. Na ścianach owalu wisiały malowane portrety Ossolińskich z marmurowymi tablicami. Gość stał w środku, a ze wszystkich stron patrzyli na niego przodkowie gospodarza. W skrzydle prowadzącym do wieży była sala jadalna, a nad nią sala balowa na dwie kondygnacje z galerią dla muzyków. Tak ustalił zespół Politechniki Krakowskiej pod kierunkiem Ewy Dąbskiej-Śmiałowskiej (1974–1983). Część badaczy czyta cały zamek jak scenografię teatralną. Legendy: akwarium, lustra i tunel Najsłynniejsza opowieść mówi o sali w ośmiobocznej wieży ze szklanym sufitem, nad którym pływały ryby. Pierwszy znany opis pochodzi dopiero z 1828 roku, z dziennika Klementyny z Tańskich Hoffmanowej. W 1848 roku Franciszek Maria Sobieszczański powołał się na szwedzkiego historyka Samuela von Pufendorfa, ale w 1911 roku ktoś sprawdził, że Pufendorf nic o tym nie pisze. Potem szkło awansowało na kryształ, a ryby na „dziwy morskie”. Czy to czysta bajka? Fabiański znalazł poszlakę: w Grotta Grande w ogrodach Boboli we Florencji Bernardo Buontalenti umieścił akwarium w sklepieniu, a w 1608 roku młody Ossoliński mieszkał przy Palazzo Pitti. Mógł to zobaczyć. Technika epoki przemawia jednak przeciw temu. Natalia Charkiewicz (2011) uznała akwarium za mało prawdopodobne. Pewne jest jedno: pod wieżą naprawdę biło źródło. Lustra w stajniach, windy na jedzenie i tunel do Ossolina, którym jeżdżono saniami po cukrze, należą do tej samej rodziny opowieści. Krzyżtopór od początku był budowlą, o której się opowiadało. Część autorów nazywa to barokowym PR-em. Krótka chwała 24 lutego 1645 roku, kilka miesięcy po zakończeniu budowy, Krzysztof Ossoliński zmarł w Krakowie, prawdopodobnie zostawiając długi. Jego jedyny syn, Krzysztof Baldwin, zginął w 1649 roku pod Zborowem, bezdzietnie. Zamek zbudowany dla dynastii stracił dynastię po czterech latach. 30 października 1655 roku Szwedzi weszli do fortecy bez jednego wystrzału. Inżynier Erik Dahlbergh narysował jej plan, i to okupantowi zawdzięczamy najdokładniejszy rysunek parteru. Szwedzi nie zburzyli zamku, ale wywieźli wyposażenie, bibliotekę i archiwum rodziny. Dlatego dziś nie wiemy, ile naprawdę było okien. Ruina jako dzieło sztuki Prawdziwy cios zadali Rosjanie w 1770 roku, gdy Ujazd był bazą konfederatów barskich Michała Jana Paca. W 1787 roku ruiny odwiedził król Stanisław August Poniatowski, nie po to, żeby je odbudować, tylko żeby je podziwiać. W epoce mody na sztuczne ruiny, jak Arkadia Heleny Radziwiłłowej, Krzyżtopór stał się ruiną prawdziwą i estetyką przemijania. W XIX wieku chłopi przyklejali domy do zamkowych skarp i chodzili z wiadrami po wodę przez sień, którą kiedyś przechodzili senatorowie. W 2018 roku Krzyżtopór został uznany za Pomnik Historii. Dziś w ruinach znów odbywają się koncerty i inscenizacje. Teatr Ossolińskiego działa, tylko zamiast marmurów i portretów przodków jest niebo w pustych oknach. Posłuchaj całego odcinka powyżej albo obejrzyj go na YouTube. Jeśli lubisz historię sztuki od mniej oczywistej strony, zasubskrybuj Art Perspective. Grafika odcinka: fot. Jakub Hałun, licencja CC BY 4.0, Wikimedia Commons. This is a public episode. If you would like to discuss this with other subscribers or get access to bonus episodes, visit artperspective.substack.com

  • September 23 · 1 hr 17 min

    AI bez filtra: rozmowa z Marcinem Bratkiem o AI Festiwalu w Łodzi

    Za nami jedno z najważniejszych wydarzeń wizualnych tego roku. Razem z Marcinem Bratkiem (Fundacja Render2Reason, Wroclaw) wracamy do czerwcowych wydarzeń z Łodzi, od bezkompromisowych wykładów i festiwalowej gali, po prace nagrodzone w konkursie kina sztucznej inteligencji. Zastanawiamy się, gdzie przebiega granica między autentyczną sztuką a generatywnym szumem i co to wszystko oznacza dla nas dzisiaj. This is a public episode. If you would like to discuss this with other subscribers or get access to bonus episodes, visit artperspective.substack.com

  • September 23 · 49 min

    Zamek Czocha: tajemnice i studnia na niewierne żony

    Obejrzyj wersję wideo na YouTube: https://youtu.be/ytplUZeww4E Zamek Czocha nad Kwisą to jedno z najbardziej tajemniczych miejsc na Dolnym Śląsku. Jego mury pamiętają średniowiecze, wojny husyckie i dziesiątki właścicieli, a dzisiejszy romantyczny wygląd zawdzięczają przebudowie Bodo Ebhardta z początku XX wieku. Ale to nie architektura przyciąga tu najwięcej ciekawskich, tylko legenda o studni, do której mąż miał wtrącać niewierne żony.Ile w tej opowieści prawdy, a ile romantycznej wyobraźni? W tym odcinku Art Perspective oddzielam fakty od mitów, zaglądam w historię zamku i pokazuję, jak legendy potrafią zmienić sposób, w jaki patrzymy na zabytek. Daj znać w komentarzu, czy wierzysz w tę historię. Styczeń 1945 roku. Właściciel zamku zbiera służbę w Sali Rycerskiej i mówi, żeby oddali najeźdźcom wszystko, czego zażądają. Choćby wywieźli stąd wszystko, i tak zostanie tu dużo więcej. Potem wsiada do samochodu i już nigdy nie wraca. Osiemdziesiąt lat później w tym samym zamku wciąż otwiera się zamurowane korytarze. Zamek na granitowej skale Czocha stoi w Suchej, w gminie Leśna, nad Jeziorem Leśniańskim w dolinie Kwisy. Mury wyrastają wprost z granitu. Fundację przypisuje się czeskiemu królowi Wacławowi I (około 1241–1247), choć część badaczy wskazuje na innych fundatorów. Przez dwieście pięćdziesiąt lat zamek należał do von Nostitzów, potem do Uechtritzów. W nocy z 17 na 18 sierpnia 1793 roku spłonął i po odbudowie stał się bardziej rezydencją niż warownią. Fabrykant papierosów, który kupił sobie średniowiecze W 1909 roku Czochę kupił Ernst Gütschow za półtora miliona marek. Urodzony w 1869 roku, zaczynał w Ameryce jako agent ubezpieczeniowy, przez teścia wszedł w tytoń i został dyrektorem generalnym drezdeńskiej fabryki papierosów Jasmatzi. Tytułował się baronem, ale tytuł kupił. Cztery lata przed zakupem zalano dolinę i powstało jezioro, w którym zamek zaczął się odbijać. Gütschow nie kupił więc ruiny. Kupił widok. Bodo Ebhardt i zamek z ryciny Na przebudowę Gütschow wydał około czterech milionów marek. Architektem został Bodo Ebhardt, specjalista od zamków, który odbudował dla cesarza Wilhelma II Hohkönigsburg w Alzacji. Ebhardt uważał, że ruinę ratuje się, odbudowując ją do stanu największej świetności. Georg Dehio, autor zasady „konserwować, nie restaurować”, ostro go za to krytykował. Gütschow wskazał architektowi rycinę z 1703 roku i powiedział: ma być tak. Badacze powtarzają dziś, że po przebudowie Czocha stała się bardziej średniowieczna, niż była w średniowieczu, kosztem części najstarszych murów. Ebhardt pracował jak scenograf: budował drewniane makiety w skali 1:1 i oceniał je z daleka. Ponad dwadzieścia tajnych przejść W 1994 roku odnaleziono oryginalne plany Ebhardta, dwanaście arkuszy, w tym schemat instalacji elektrycznej. Wynika z nich, że architekt zaprojektował ponad dwadzieścia tajnych przejść. Do biblioteki prowadzą trzy sekretne wejścia, jedne drzwi udają regał, jest kaplica za ruchomą ścianą i około 3700 metrów kwadratowych podziemi. W czerwcu 2026 roku udostępniono przejście z Komnaty Książęcej do pracowni samego Ebhardta. Odsłonięto dopiero kilka. Łoże z zapadnią i Studnia Niewiernych Żon to najkrwawsze punkty trasy, ale część badaczy podejrzewa, że mechanizm zamontowano na początku XX wieku jako atrakcję dla gości. Człowiek, który kupił sobie tytuł, kupił też sobie legendę. Carskie ikony, które przyjechały pociągiem Po 1917 roku na Czochę zaczęli przyjeżdżać rosyjscy emigranci, którzy znali Gütschowa z interesów tytoniowych. Płacili za schronienie, a gdy kończyły się pieniądze, płacili tym, co przywieźli. Kolekcja liczyła 136 staroruskich ikon, 60 popiersi carów, srebrne ikony z Ławry Peczerskiej, porcelanę, broń i obrazy. Trafiała do skarbca ukrytego za boazerią. Legenda mówi o insygniach koronacyjnych Romanowów. Prawdziwa korona, berło i jabłko nigdy nie opuściły Rosji i leżą dziś w Funduszu Diamentowym na Kremlu. Bolszewicy sprzedawali jednak klejnoty dworu, między innymi w marcu 1927 roku u Christie's w Londynie. Wiadomo, że Gütschow uzupełniał kolekcję na aukcjach. Że kupił coś akurat tam, to moja hipoteza, nie udokumentowany fakt. W 1919 roku Gütschow został też dyrektorem berlińskiej firmy Ludwig Spitz & Co., producenta maszyn liczących TIM, i opatentował w nich trzy rozwiązania. Twierdza szyfrów: co jest prawdą O tym, co działo się w zamku w latach 1939–1945, wiemy zaskakująco mało. Szkoła szyfrantów Abwehry nie ma potwierdzenia w zachowanych aktach. Opowieść ma konkretnego autora: Bogusław Wołoszański, powieść „Twierdza szyfrów” (2004) i serial z 2007 roku. Wołoszański poprzestawiał jednak prawdziwe elementy. Ośrodek kryptologiczny niemieckiego MSZ, Pers Z S, istniał, a w 1943 roku część ministerstwa przeniesiono do Krummhübel, dzisiejszego Karpacza, około 50 kilometrów od Czochy. Maszyna do czytania sowieckich depesz też istniała. W maju 1945 roku alianci przejęli w bawarskim Rosenheim około siedmiu i pół tony sprzętu, nazwanego Russian Fish, i wywieźli go do Bletchley Park. A kryształki z mikroobrazami znalezione w kominie? Moim zdaniem to stanhopy, XIX-wieczne pamiątki René Dagrona, który produkował szklane walce z mikrofotografiami widoków miast w tysiącach sztuk dziennie. To mój wniosek, nie ekspertyza. Po wojnie: obora w Sali Rycerskiej Gütschow zmarł w 1946 roku w Bad Wildungen. Zamek przetrwał wojnę praktycznie nietknięty. Potem przyszli szabrownicy, PGR i uchodźcy z Grecji, którzy w Sali Rycerskiej trzymali zwierzęta. Od 1952 roku Czochę zajmowało wojsko i zamek zniknął z map na 44 lata. Publicznie dostępny jest od 1996 roku. Słynna historia o bibliotekarce i burmistrzu Leśnej, którzy w 1946 roku wywieźli ciężarówkę skarbów, okazała się nieprawdą. Ikony odnaleziono w dokumentacji: trafiły do składnicy rewindykacyjnej w Jeleniej Górze, a stamtąd do Warszawy. Za każdym razem, gdy wchodzimy w historię Czochy głębiej, sensacja okazuje się mniej efektowna, a rzeczywistość ciekawsza. Posłuchaj całego odcinka powyżej albo obejrzyj go na YouTube. Jeśli lubisz historię sztuki od mniej oczywistej strony, zasubskrybuj Art Perspective. Grafika odcinka: fot. Rafał Konieczny, licencja CC BY-SA 4.0, Wikimedia Commons. This is a public episode. If you would like to discuss this with other subscribers or get access to bonus episodes, visit artperspective.substack.com

  • September 10 · 39 min

    Claude Monet za szafą w Olkuszu: historia skradzionej „Plaży w Pourville”

    Obejrzyj wersję wideo na YouTube: https://youtu.be/fxuxreQqcrI 17 września 2000 roku 41-letni mężczyzna wszedł do Muzeum Narodowego w Poznaniu z oficjalnym pozwoleniem dyrekcji na szkicowanie. Wyciął „Plażę w Pourville” Claude’a Moneta wzdłuż wewnętrznej krawędzi ramy, wstawił przygotowaną wcześniej kopię namalowaną na brystolu i wyszedł. Muzeum zorientowało się dwa dni później, kiedy podróbka zaczęła się odklejać. To był jedyny Monet w polskich zbiorach muzealnych, nieubezpieczony, wyceniany według różnych źródeł na sumę od miliona do siedmiu milionów dolarów. Media nazwały to skokiem stulecia. Śledztwo umorzono. Obraz przepadł na dziewięć lat. W styczniu 2010 roku w policyjnej bazie pojawił się odcisk palca pasujący do tego zdjętego z ramy. Trop prowadził do Olkusza, do mieszkania bezrobotnego murarza, gdzie „Plaża w Pourville” leżała schowana za ścianką szafy. W tym odcinku opowiadam, jak doszło do tej kradzieży, dlaczego przez dwa dni nikt niczego nie zauważył, co naprawdę kierowało sprawcą, i dlaczego obraz, który wrócił na ścianę, nigdy już nie jest tym samym obrazem. Do dziś widać ślad: przecięta sygnatura Moneta w prawym dolnym rogu, jedyny fragment, którego konserwatorzy nie mogli naprawić. Przez dwa dni ludzie stawali w Muzeum Narodowym w Poznaniu przed obrazem Claude'a Moneta, kiwali głową i szli dalej. Nie widzieli Moneta. Patrzyli na kartonową reprodukcję przyklejoną do szyby. Prawdziwy obraz leżał zwinięty w mieszkaniu w Olkuszu, za szafą. Jedyny Monet w polskich zbiorach 19 września 2000 roku pracownica muzeum zauważyła, że obraz w sali malarstwa obcego wygląda dziwnie płasko. W ramie był wydruk. Zniknęła „Plaża w Pourville”, jedyny obraz Moneta w polskich zbiorach muzealnych. Obraz powstał w 1882 roku. Monet był wtedy w złym stanie: trzy lata wcześniej zmarła jego żona Camille, miał długi i żył w skandalicznym układzie rodzinnym z Alice Hoschedé. Wyjechał nad morze, do maleńkiej wioski Pourville w Normandii, i w ciągu jednego roku namalował tam kilkadziesiąt płócien. To wtedy po raz pierwszy systematycznie malował ten sam motyw w różnym świetle. Do stogów siana zostało mu siedem lat. Jak Monet trafił do Poznania Obraz kupiło w 1906 roku muzeum niemieckie. Poznań był wtedy Posen, a instytucja nazywała się Kaiser Friedrich Museum. Dyrektor Ludwig Kaemmerer interesował się sztuką nową i kupił płótno z wystawy impresjonistów zorganizowanej przez berlińskiego marszanda Paula Cassirera. Cassirer wprowadzał impresjonizm do Niemiec wbrew cesarzowi Wilhelmowi II, który sztuki nowoczesnej nie znosił. Obraz przetrwał obie wojny światowe i dekady, w których o impresjonizmie w Polsce mówiło się niewiele. Student malarstwa z blokiem rysunkowym W niedzielę 17 września 2000 roku do sali wszedł mężczyzna z teczką i powiedział, że studiuje malarstwo i chce szkicować. Dostał zgodę. Szkicowanie w muzeach to stara tradycja, a personel przestaje taki widok rejestrować. Mężczyzna wyciął płótno z ramy, zwinął je i wkleił przygotowaną reprodukcję. Nie użył narzędzi i nie obszedł alarmu. Dlaczego przez dwa dni nikt nie zauważył? Bo w muzeum patrzymy na tabliczkę, potwierdzamy sobie, że to Monet, i po kilku sekundach idziemy dalej. Kontekst robi połowę roboty. Na tym samym mechanizmie zarabiali fałszerze, od Hana van Meegerena po Wolfganga Beltracchiego. Dziesięć lat ciszy Obraz trafił do rejestrów Interpolu, ale się nie pojawiał. Mit miliardera, który zamawia kradzież konkretnego dzieła, jest mitem. Badacze, między innymi Noah Charney, założyciel instytutu ARCA, podkreślają, że skradzionych arcydzieł nie da się legalnie sprzedać. Z Isabella Stewart Gardner Museum w Bostonie w 1990 roku zniknęło trzynaście dzieł i do dziś ich nie odnaleziono. W przypadku Poznania cisza miała inny powód. Obraz nie krążył po półświatku. Stał za szafą w mieszkaniu rodziców Roberta Z., 41-letniego bezrobotnego murarza z Olkusza, który interesował się sztuką i nigdy poważnie nie próbował go sprzedać. Styczeń 2010: obraz wraca Przełom przyniosły odciski palców, które złodziej zostawił na miejscu kradzieży. Jego odciski trafiły do policyjnej bazy AFIS w 2006 roku przy zupełnie innej sprawie, a policjant Marek Pawlicki znalazł dopasowanie. W styczniu 2010 roku policja weszła do mieszkania w Olkuszu i znalazła obraz tam, gdzie leżał przez dekadę. Płótno z 1882 roku przechowywane w zwykłym mieszkaniu, zwinięte i narażone na wahania temperatury, było uszkodzone, ale przeżyło. W lipcu 2010 roku sąd skazał Roberta Z. na trzy lata więzienia i 28 tysięcy złotych na konserwację. Za okoliczność łagodzącą uznał to, że ukradł obraz z fascynacji, a nie dla pieniędzy. Najsłynniejszy złodziej z miłości do sztuki, Stéphane Breitwieser, ukradł ponad dwieście dzieł i żadnego nie sprzedał. Robert Z. ukradł jedno i schował je tam, gdzie nie mógł na nie patrzeć. Blizna, której nikt nie zetrze Konserwatorzy pracowali według zasad, które ukształtował między innymi Cesare Brandi w „Teoria del restauro” (1963): minimalna ingerencja, odwracalność i rozróżnialność. Naprawili ubytki, pęknięcia i ślady zwijania. Przy wycinaniu płótna uszkodzony został jednak podpis Moneta, bo sygnatura leży przy krawędzi, tam, gdzie biegnie cięcie. Podpisu nie odtworzono i nie zostanie odtworzony. Sygnatura to akt sprawstwa artysty. Konserwator, który by ją domalował, podpisałby się za Moneta. Ta blizna jest jedynym trwałym śladem, jaki złodziej zostawił w historii sztuki. Nie ukradł Moneta na dziesięć lat. Zmienił go na zawsze, akurat w miejscu, w którym artysta powiedział „to moje”. Zanim pójdziesz do muzeum Ta kradzież udała się, bo przez dwa dni nikt nie spojrzał wystarczająco uważnie. Następnym razem stańcie przed jednym obrazem dłużej niż cztery sekundy. Zobaczcie fakturę, kierunek pociągnięć pędzla i znajdźcie podpis. „Plaża w Pourville” wisi w Muzeum Narodowym w Poznaniu przy Alejach Marcinkowskiego. Jeśli chcecie czytać dalej: „The Art Thief” Michaela Finkela o Breitwieserze i „Teoria del restauro” Cesarego Brandiego. Posłuchaj całego odcinka powyżej albo obejrzyj go na YouTube. Jeśli lubisz historię sztuki od mniej oczywistej strony, zasubskrybuj Art Perspective. This is a public episode. If you would like to discuss this with other subscribers or get access to bonus episodes, visit artperspective.substack.com

  • September 9 · 41 min

    Kradzież czterech Renoirów: dwa porzucili na trawie

    Obejrzyj wersję wideo na YouTube: https://youtu.be/SZblL7ootT8 8 września 2026, godzina 5:48. W Musée Renoir w Cagnes-sur-Mer na Lazurowym Wybrzeżu włącza się alarm. O 5:53 na miejscu jest policja. Pięć minut. Tyle wystarczyło dwóm zamaskowanym mężczyznom, żeby przeciąć ogrodzenie, przejść przez ogród, wybić szybę w dawnym domu Renoira i wynieść cztery obrazy warte około 9 milionów euro.Uciekli, zanim ktokolwiek zdążył ich zatrzymać. Dwa płótna porzucili po drodze, na trawie w ogrodzie muzeum. Odzyskano „Portrait de Madame Stephen Pichon" i „Coco lisant", portret najmłodszego syna malarza. Pozostałe wciąż są poszukiwane.W tym odcinku opowiadam, co dokładnie wydarzyło się tej nocy, dlaczego akurat to muzeum, co Renoir robił w Cagnes przez ostatnie lata życia i dlaczego francuskie muzea stały się w ostatnim czasie celem tak wielu włamań. Niecały rok po kradzieży klejnotów koronnych z Luwru pytanie brzmi już nie „czy", tylko „gdzie następnym razem".Art Perspective to kanał o sztuce opowiadanej bez nadęcia. Subskrybuj, jeśli lubisz takie historie.#Renoir #sztuka #impresjonizm #kradzież #ArtPerspective #historiasztuki #muzeum #Francja #malarstwo #ArtHeist #Luwr #kultura 8 września 2026 roku, 5:48 rano, Cagnes-sur-Mer, miasteczko na wzgórzu między Niceą a Cannes. W domu Auguste'a Renoira, otoczonym starym gajem oliwnym, odzywa się alarm. Pięć minut później pod bramą stoi policja. To wystarczyło, żeby dwóch ludzi uciekło przez ogród, zostawiając na trawie dwa obrazy Renoira. Co się wydarzyło Według ratusza sprawcy przecięli siatkę ogrodzenia od strony ogrodu i weszli przez oszklone drzwi na parterze. Burmistrz Bryan Masson mówił o narzędziu w rodzaju piły do metalu, którym przecięto mocowania obrazów. Z około dwunastu płócien Renoira w muzeum zdjęli cztery: portret Madame Stephen Pichon (1895), „Jeune femme au puits” (1886), „Coco lisant” (1905) i portret Madame Colonna Romano (około 1910). Ratusz wycenił je wstępnie na około 9 milionów euro, ale to szacunek podany na gorąco, nie ekspertyza. W ogrodzie zostały portret Madame Pichon i „Coco lisant”. Najprostsze wyjaśnienie: spanikowali. Czy to jednak przypadek, które dwa obrazy wypadły im z rąk? Kto jest na tych obrazach Madame Colonna Romano to Gabrielle Dreyfus, aktorka tragiczna, uczennica Sary Bernhardt i sociétaire Komedii Francuskiej, związana z Pierre'em Renoirem, najstarszym synem malarza. „Coco” to Claude Renoir, najmłodszy syn malarza, tu czterolatek z książką. W 1960 roku to on sprzedał gminie Cagnes całą posiadłość Les Collettes. Bez tej transakcji nie byłoby muzeum. Złodzieje zostawili na trawie portret chłopca, któremu budynek zawdzięcza istnienie. Madame Pichon była żoną Stéphena Pichona, późniejszego trzykrotnego ministra spraw zagranicznych Francji, człowieka Clemenceau z czasów konferencji pokojowej w Paryżu. Mit kolekcjonera, czyli hipoteza Doktora No Postać bogacza, który zamawia kradzieże arcydzieł, narodziła się w kinie. W filmie „Doktor No” z 1962 roku Bond mija w kryjówce złoczyńcy portret księcia Wellingtona pędzla Goi, który naprawdę został skradziony z National Gallery w 1961 roku. Scenograf Ken Adam namalował kopię w jeden weekend. Prawdziwym sprawcą okazał się Kempton Bunton, 61-letni emerytowany kierowca autobusu z Newcastle, który protestował przeciwko opłacie za licencję telewizyjną. Obraz oddał w przechowalni bagażu na dworcu w Birmingham. Sąd uniewinnił go od kradzieży obrazu i skazał tylko za ramę, a luka w prawie doprowadziła do zmiany przepisów w Theft Act z 1968 roku. Akta odtajnione w 2012 roku sugerują, że do kradzieży przyznał się jego syn John. Kryminolodzy spierają się, czy kradzieże na zamówienie istnieją. Śledczy z Interpolu mówią o micie. Inni badacze, jak Sam Hardy, dokumentują zamówienia, ale dotyczą one głównie nieskatalogowanych zabytków archeologicznych, które da się „wyprać”. Podpisany Renoir z numerem inwentarzowym, wpisany w ciągu godzin do bazy skradzionych dzieł Interpolu, jest nie do sprzedania. Obraz jako zakładnik Badacze i śledczy powtarzają regułę kciuka, że skradziony obraz znanego artysty jest wart na czarnym rynku mniej niż dziesięć procent ceny aukcyjnej. Krąży jako zastaw albo karta przetargowa. Mały Rembrandt z Dulwich Picture Gallery, portret Jacoba de Gheyna III, był kradziony cztery razy. Raz odnalazł się w przechowalni bagażu na dworcu w Münster. Tycjan odzyskany przez Charleya Hilla ze Scotland Yardu leżał w reklamówce na przystanku autobusowym. Jedyną realną ceną skradzionego obrazu bywa cena jego zwrotu. Tate po kradzieży dwóch obrazów Turnera we Frankfurcie w 1994 roku dostała 24 miliony funtów odszkodowania, odkupiła od ubezpieczycieli prawa do obrazów za 8 milionów i przez lata prowadziła tajne negocjacje, opisane przez Sandy'ego Nairne'a w książce „Art Theft and the Case of the Stolen Turners”. Obrazy wróciły w 2000 i 2002 roku, a muzeum wyszło na plus. Czy to był okup? Tate mówiła o opłatach za informacje. Dlaczego obraz ma większą szansę wrócić niż korona W październiku 2025 roku z Luwru skradziono klejnoty koronne Francji warte 88 milionów euro, a koronę cesarzowej Eugenii upuszczono na bruk. Klejnotów do dziś nie odnaleziono. Diadem można rozebrać na kamienie i przetopić. Obrazu nie da się przetopić, bo Renoir pocięty na kawałki jest wart zero. Dlatego obrazy częściej wracają. W przypadku Cagnes wróciły po miesiącu. Les Collettes: dom, który miał wyjąć rzeczy z obiegu W 1907 roku Renoir kupił posiadłość Les Collettes. Według przekazu rodziny i muzeum zrobił to, żeby uratować stary gaj oliwny przed wycięciem. Chorował na reumatoidalne zapalenie stawów i od około 1910 roku poruszał się na wózku. Od 1913 roku rzeźby według jego wskazówek lepił młody kataloński rzeźbiarz Richard Guino. W 1971 roku sąd uznał go za współautora. Renoir zmarł w tym domu 3 grudnia 1919 roku. Ojciec kupił ziemię, żeby przestała być towarem. Syn sprzedał ją gminie, żeby wpuszczono tam ludzi. Wartość tych obrazów nie siedziała w farbie, tylko w tym, że wisiały na ścianie, pod adresem, z numerem inwentarzowym, pod okiem każdego, kto chciał popatrzeć. Aktualizacja: obrazy odnalezione 8 października 2026 roku policja odnalazła oba zaginione obrazy, „Madame Colonna Romano” i „Jeune femme au puits”. Leżały w garażu i według pierwszych doniesień „Nice-Matin” są w dobrym stanie. Dzień wcześniej, w środę 7 października, zatrzymano sześć osób w departamentach Alpes-Maritimes, Hérault i Jura, w tym dwie podejrzewane o samą kradzież. Zatrzymań dokonały BRI i policja sądowa z Nicei, a śledztwo prowadzi prokuratura w Marsylii. Historia skończyła się tak, jak przewidywał wzorzec opisany w tym odcinku: obrazu, którego nie da się sprzedać, nie da się też długo ukryć. Tym razem nie minęły lata, tylko miesiąc. Posłuchaj całego odcinka powyżej albo obejrzyj go na YouTube. Jeśli lubisz historię sztuki od mniej oczywistej strony, zasubskrybuj Art Perspective. This is a public episode. If you would like to discuss this with other subscribers or get access to bonus episodes, visit artperspective.substack.com

  • September 4 · 59 min

    Sandro Botticelli: renesans Medyceuszy i poezja na płótnie

    Obejrzyj wersję wideo na YouTube: https://youtu.be/StKKa7ER21g W tym odcinku przenosimy się do XV-wiecznej Florencji, aby poznać twórczość Sandro Botticellego – malarza, którego pędzel ucieleśniał dojrzały renesans i filozofię neoplatońską. Jak artysta związany z potężnym rodem Medyceuszy stworzył obrazy, które stały się wiecznymi ikonami popkultury? Omawiamy legendarne arcydzieła, takie jak Narodziny Wenus czy Wiosna (Primavera), analizując ich subtelną symbolikę, płynność linii i niezwykłą lekkość formy. Posłuchaj opowieści o malarzu, który zamienił mityczne opowieści w ponadczasowy kanon estetyki. Florencja końca XV wieku pachniała pięknie tylko w wierszach. Nad Arno, przy dzisiejszej Via della Porcellana, ciągnęły się garbarnie, w których skóry moczono w wapnie i moczu. Tam, około 1445 roku, urodził się chłopiec, który namaluje najbardziej bezcielesną boginię w dziejach europejskiego malarstwa. Syn garbarza, nazwany „od beczułki” Nazywał się Alessandro di Mariano di Vanni Filipepi. Jego ojciec był garbarzem. Wiemy o tej rodzinie sporo dzięki florenckiemu katastrowi, czyli spisowi majątkowemu dla celów podatkowych. Ojciec napisał w nim o trzynastoletnim Sandrze, że się uczy i jest chorowity. W tej klasie społecznej chłopcy szli do terminu w wieku dziesięciu lat. Giorgio Vasari twierdził, że przezwisko pochodzi od złotnika, u którego Sandro terminował. W rzeczywistości „Botticello”, beczułka, to przezwisko najstarszego brata, Giovanniego, które przeszło na całą rodzinę. Rodzina wynajmowała dom od Rucellaich, a naprzeciwko mieszkali Vespucci, w tym młodszy o dziewięć lat Amerigo. We Florencji nikt nie odkrywał talentów. Talenty przechodziły przez sąsiedztwo i parafię. Sandro terminował u złotnika, a potem u Filippa Lippiego. Malarze należeli formalnie do cechu lekarzy i aptekarzy, bo to aptekarze sprzedawali pigmenty. Malarz wisielców 26 kwietnia 1478 roku w katedrze Santa Maria del Fiore spiskowcy rzucili się z nożami na Lorenza i Giuliana de' Medici. Giuliano zginął, Lorenzo ocalał. Za spiskiem Pazzich stała koalicja, z cichym przyzwoleniem papieża Sykstusa IV. Odwet był brutalny: arcybiskupa Salviatiego powieszono w oknie Palazzo della Signoria, a straconych było ponad osiemdziesiąt osób. Florencja miała na takie okazje instytucję pittura infamante, malarstwo hańbiące. Zdrajców malowano na murach budynków publicznych w pozie egzekucji. Zamówienie dostał Botticelli. Namalował powieszonych spiskowców nad bramą komory celnej i dostał za to 40 florenów. Człowiek, którego nazwisko dziś oznacza wiosnę i kwiaty, spędził lato 1478 roku, malując wiszące zwłoki z portretowym podobieństwem. Ironia na tym się nie kończy. W 1481 roku Botticelli pojechał do Rzymu malować Kaplicę Sykstyńską dla tego samego papieża, który spisek finansował. Wyjazd był elementem układu pokojowego. Jedna z jego scen, „Karanie Korego”, pokazuje los tych, którzy podnoszą rękę na namaszczoną władzę. Primavera była meblem Przez stulecia powtarzano, że wielkie mitologie zamówił Lorenzo Wspaniały. Inwentarz z 1499 roku pokazuje coś innego: „Primavera”, „Narodziny Wenus” i „Pallada z centaurem” należały do Lorenza di Pierfrancesco de' Medici, kuzyna z młodszej linii. „Primavera” wisiała w jego domu przy Via Larga, nad ławą w pokoju przy sypialni. Ogromny obraz, ponad dwa na trzy metry, był elementem wyposażenia prywatnego pokoju, oglądanym przy świecach. Co znaczy? Aby Warburg (1893) wskazał na poezję Poliziana i Owidiusza. Ernst Gombrich (1945) odnalazł list Marsilia Ficina, w którym Wenus jest alegorią człowieczeństwa. Charles Dempsey wiązał obraz z rzymskim kalendarzem rolniczym, Horst Bredekamp (1988) z polityką. Nie mamy żadnego dokumentu z epoki, który by to wyjaśniał. Nie znamy nawet oryginalnego tytułu, bo nazwę nadał Vasari. Jedna rzecz jest policzalna. Mirella Levi d'Ancona (1983) zidentyfikowała w „Primaverze” około 500 okazów roślin, a co najmniej 130 kwitnących da się przypisać do konkretnego gatunku. Kwitną pod Florencją między marcem a majem. Botticelli nie wymyślił łąki. Odrysował ją. Mit Simonetty Simonetta Cattaneo Vespucci, najpiękniejsza kobieta Florencji, zmarła w 1476 roku w wieku 23 lat. Jej ciało niesiono przez miasto z odsłoniętą twarzą i od tego dnia była mitem. Stąd przekonanie, że to ona jest Wenus i że malarz kazał się pochować u jej stóp. Gombrich nazwał to romantycznym mitem. „Narodziny Wenus” powstały dekadę po jej śmierci, a bliskość grobów w Ognissanti wynika z tego, że obie rodziny mieszkały przy tej samej ulicy. Botticelli nigdy się nie ożenił. Poliziano zapisał za jego życia anegdotę: malarzowi śniło się, że jest żonaty, i obudził się w takiej rozpaczy, że chodził po mieście do rana. W 1502 roku pojawił się anonimowy donos, że „trzyma chłopca”. Nie było procesu. Donosy były wtedy narzędziem politycznym, a we Florencji działał urząd ścigający sodomię, Ufficiali di Notte. Więcej nie wiemy. Czy Botticelli palił własne obrazy? 7 lutego 1497 roku na Piazza della Signoria spłonął Stos Próżności Savonaroli: lustra, kosmetyki, karty, instrumenty, książki i obrazy. Mówi się, że Botticelli przyniósł na stos własne płótna. Vasari tego nie napisał. Wymienił z nazwiska Fra Bartolomea i Lorenza di Credi, a o Botticellim napisał osobno, że został żarliwym stronnikiem Savonaroli i porzucił malarstwo. Resztę dopisali późniejsi czytelnicy. Żadne współczesne świadectwo tego nie potwierdza. Część jego dzieł powstała po 1498 roku, a „Primavera” i „Wenus” wisiały u Lorenza di Pierfrancesco, nie w jego warsztacie. Związek z Savonarolą był realny, tylko inny. Brat malarza, Simone, był zagorzałym zwolennikiem mnicha i pisał kronikę. Według niej w 1499 roku Sandro rozmawiał o Savonaroli z Doffo Spinim, jednym z jego najzawziętszych wrogów. Jeden dom, dwie strony sporu. Savonarolę powieszono i spalono na tym samym placu 23 maja 1498 roku. Botticelli namalował potem „Mistyczne Narodzenie” (National Gallery w Londynie), jedyny obraz, jaki kiedykolwiek podpisał, z apokaliptyczną inskrypcją o czasach ostatecznych. Zapomnienie i powrót Botticelli zmarł w 1510 roku. W 1504 roku jeszcze zasiadał w komisji decydującej o miejscu dla Dawida Michała Anioła, ale zamówień miał mało. Po powrocie Leonarda jego styl wyglądał staro. Na trzysta pięćdziesiąt lat zniknął z historii sztuki. Odkryli go na nowo Anglicy: Edward Burne-Jones, prerafaelici i Walter Pater, który w 1870 roku napisał, że nazwisko malarza „po cichu staje się ważne”. John Ruskin przypisywał to sobie, ale Gail Weinberg (1987) wykazała, że czytał Patera wcześniej. Dopiero Herbert Horne w 1908 roku zbudował biografię z dokumentów. Ogień nigdy nie strawił obrazów Botticellego. Strawił człowieka, który ten ogień rozpalił. Posłuchaj całego odcinka powyżej albo obejrzyj go na YouTube. Jeśli lubisz historię sztuki od mniej oczywistej strony, zasubskrybuj Art Perspective. This is a public episode. If you would like to discuss this with other subscribers or get access to bonus episodes, visit artperspective.substack.com

  • September 4 · 49 min

    Yayoi Kusama: obsesja, kropki i lustrzane pokoje

    Obejrzyj wersję wideo na YouTube: https://youtu.be/JQCLHWytbPs W tym odcinku zanurzamy się w fascynujący i hipnotyzujący świat Yayoi Kusamy – jednej z najdroższych, najbardziej rozpoznawalnych i wpływowych artystek na świecie. Jak dziewczyna z prowincjonalnej Japonii podbiła nowojorską awangardę lat 60. i stworzyła własny, niepowtarzalny język wizualny? Omawiamy jej kultowe motywy – od charakterystycznych kropek (Polka Dots) i gigantycznych dyń, po immersyjne instalacje Infinity Mirror Rooms. Posłuchaj historii o sztuce, która stała się dla Kusamy sposobem na przetrwanie, oswojenie lęków i opowiedzenie o bezkresie wszechświata. W tokijskiej dzielnicy Shinjuku stoi szpital psychiatryczny Seiwa. Przez 49 lat mieszkała w nim kobieta, która co rano szła kilka minut do pracowni, malowała cały dzień i wieczorem wracała do szpitala na kolację. Zgłosiła się tam sama w 1977 roku. W tym czasie stała się najdroższą żyjącą artystką świata. Yayoi Kusama zmarła 14 sierpnia 2026 roku w wieku 97 lat. Studio ogłosiło to trzynaście dni później i dodało, że malowała do ostatnich dni. Obrus w Matsumoto Kusama urodziła się 22 marca 1929 roku w Matsumoto w prefekturze Nagano, w zamożnej rodzinie handlującej nasionami. Dorastała wśród rzeczy, które kiełkują, mnożą się i powtarzają. Jako dziecko zobaczyła, jak czerwony wzór z obrusu przechodzi na sufit, ściany i jej dłonie. Tę scenę znamy tylko z jej relacji, opowiedzianej po latach. Ważne jest to, co z niej zrobiła: nie traumę, tylko metodę. Matka wysyłała ją, żeby śledziła ojca z kochankami. Kusama mówiła, że stąd wziął się jej lęk przed seksem i męskim ciałem. W 1945 roku jako nastolatka szyła spadochrony w wojennej fabryce. Tego ściegu użyje piętnaście lat później w miękkich rzeźbach. Psychiatra na wystawie W marcu 1952 roku w Matsumoto odbyła się jej pierwsza wystawa: ponad dwieście prac. Przyszedł na nią psychiatra Shihō Nishimaru i w grudniu wygłosił referat o „genialnej artystce ze skłonnością schizofreniczną”. Prace Kusamy trafiły na konferencję psychiatryczną, zanim trafiły do poważnej galerii. Diagnoza nigdy nie była jednoznaczna. Midori Yamamura, autorka krytycznej biografii nowojorskich lat, opisuje to dokładniej. Nishimaru doradził jej jedno: wyjechać z domu. W 1955 roku Kusama napisała list do Georgii O'Keeffe i dołączyła czternaście akwarel. O'Keeffe odpisała, że jeśli mówi poważnie, musi przenieść się do Nowego Jorku. W 1957 roku Kusama spaliła nad rzeką swoje prace i wypłynęła do Ameryki. Sieci nieskończoności i Donald Judd W Nowym Jorku mieszkała w nieogrzewanym lofcie, spała na starych drzwiach i gotowała zupę z wyrzuconych rybich głów. Malowała Infinity Nets: ogromne płótna pokryte setkami tysięcy drobnych łuków, białe na białym, bez środka kompozycji. Kropka i sieć to ta sama rzecz widziana z dwóch stron. Swój program nazwała samounicestwieniem (self-obliteration). Jeśli pokryjesz kropkami ścianę, meble i własne ciało, przestajesz być osobną figurą na tle. Dla kogoś, kto doświadczał depersonalizacji, była to próba przejęcia kontroli nad tym, co i tak się działo. W 1959 roku w Brata Gallery recenzję jej wystawy napisał dla ARTnews młody rzeźbiarz Donald Judd, przyszły ojciec minimalizmu. Nazwał ją oryginalną malarką i kupił jeden obraz za 200 dolarów, na cztery raty. W 2008 roku ten sam obraz, „No. 2”, sprzedano u Christie's za prawie 5,8 miliona dolarów. Kto był pierwszy W 1962 roku Kusama obszyła fotel setkami miękkich, ręcznie szytych form fallicznych („Accumulation No. 1”). Tłumaczyła, że powielała to, czego się bała, aż przestało być groźne. Trzy miesiące po wspólnej wystawie w Green Gallery Claes Oldenburg pokazał swoje pierwsze miękkie rzeźby. W 1963 roku Kusama okleiła salę 999 zdjęciami obszytej łodzi. W 1966 roku Andy Warhol pokrył ściany galerii tapetą z krowami. W 1965 roku pokazała pierwszy Infinity Mirror Room, rok przed lustrzanym pokojem Lucasa Samarasa w Pace Gallery. Nie ma dokumentów, które dowodziłyby kopiowania. Jest kolejność dat i jej relacja. Różnica polegała na czym innym: oni dostawali kupców i miejsce w historii, ona recenzje. Na ulicy i w Wenecji W 1966 roku, nieproszona, wysypała na Biennale w Wenecji 1500 lustrzanych kul i sprzedawała je po dwa dolary z tabliczką „twój narcyzm na sprzedaż” („Narcissus Garden”). Potem przeniosła się na ulicę: nadzy ludzie malowani w kropki na Wall Street, pod Statuą Wolności i na moście Brooklińskim, jako protest przeciw wojnie w Wietnamie. Założyła firmę odzieżową i sprzedawała sukienki w Bloomingdale's. Nowojorska krytyka przestała ją traktować poważnie, a japońska prasa nazywała ją narodowym wstydem. Bliskim przyjacielem był Joseph Cornell, dzwoniący do niej kilkanaście razy dziennie. Po jego śmierci w 1972 roku i śmierci ojca Kusama wróciła do Japonii. Szpital Seiwa i wielki powrót Od 1977 roku mieszkała w szpitalu Seiwa i codziennie chodziła do pracowni. Pisała powieści i malowała, choć na Zachodzie nikt tego nie widział. Powrót nie był cudownym odkryciem. Zbudowała go kuratorka Alexandra Munroe, która w 1989 roku zorganizowała w Nowym Jorku pierwszą północnoamerykańską retrospektywę i pokazała chronologię lat sześćdziesiątych od nowa. W 1993 roku Japonia oddała jej cały pawilon na Biennale w Wenecji, kilkaset metrów od trawnika, z którego wyproszono ją 27 lat wcześniej. Pojawiły się dynie, jedyny motyw w jej sztuce, który nie brał się z lęku, tylko z sympatii. Potem przyszły Tate Modern, Louis Vuitton, własne muzeum w Tokio i rekordy frekwencji. Produkt czy metoda? Krytycy zarzucają, że lustrzane pokoje stały się najdroższym tłem do selfie na świecie. Coś w tym jest. Ale to Kusama postawiła w Wenecji tabliczkę „twój narcyzm na sprzedaż”. Rozumiała mechanizm powielania lepiej niż ktokolwiek w jej pokoleniu, bo był jej metodą, jej chorobą i jej towarem naraz. Powiedziała kiedyś, że gdyby nie sztuka, dawno by nie żyła. Nie wyleczyła się i nigdy nie chciała. Zamiast zniknąć we wzorze, wciągnęła do niego cały świat. Posłuchaj całego odcinka powyżej albo obejrzyj go na YouTube. Jeśli lubisz historię sztuki od mniej oczywistej strony, zasubskrybuj Art Perspective. This is a public episode. If you would like to discuss this with other subscribers or get access to bonus episodes, visit artperspective.substack.com

  • September 4 · 58 min

    Albrecht Dürer: autoportret, który zmienił renesans

    Obejrzyj wersję wideo na YouTube: https://youtu.be/KNgvYeHEde8 W tym odcinku przyglądamy się życiu i twórczości Albrechta Dürera – wybitnego artysty, który jako jeden z pierwszych w historii uczynił ze swojego nazwiska i monogramu prawdziwą markę. Jak mistrz z Norymbergi połączył niemiecką precyzję z włoskim humanizmem? Omawiamy jego przełomowe grafiki, słynne autoportrety przedstawiające artystę jako niemal boską postać oraz niezwykły talent do obserwacji natury. Co sprawia, że jego miedzioryty i drzeworyty zachwycają do dziś? Posłuchaj opowieści o wizjonerze, który zrewolucjonizował pojęcie artysty w nowożytnej Europie. Wenecja, 1506 rok. Na Piazza San Marco sprzedawane są ryciny z monogramem AD. Tyle że to nie Dürer. Młody Włoch, Marcantonio Raimondi, kupił oryginalne odbitki i wyrył je od nowa, kreska po kresce, łącznie z monogramem. Według Vasariego Dürer przyjechał przez Alpy, żeby walczyć przed weneckim sądem o dwie litery. Wyrok brzmi zaskakująco współcześnie: kopiować wolno, ale monogram musi zniknąć. Tę sprawę nazywa się często pierwszym procesem o własność intelektualną. Człowiek od drzwi Ojciec artysty, też Albrecht, był złotnikiem z węgierskiej wsi Ajtos. „Ajtó” znaczy po węgiersku drzwi, a po niemiecku Tür, stąd Türer i Dürer. W 1455 roku przyszedł do Norymbergi, jednego z najbogatszych miast Rzeszy. Żeby otworzyć warsztat, trzeba było być mistrzem, a żeby zostać mistrzem, trzeba było mieć obywatelstwo i majątek. Zajęło mu to dwanaście lat. W 1467 roku ożenił się z piętnastoletnią Barbarą, córką swojego mistrza Hieronymusa Holpera, i w tym samym roku dostał tytuł mistrza. Albrecht młodszy urodził się 21 maja 1471 roku. Jego ojcem chrzestnym był sąsiad Anton Koberger, który właśnie porzucił złotnictwo dla druku i wkrótce stał się największym wydawcą Europy. Osiemnaścioro dzieci, troje dorosłych Barbara Dürer urodziła osiemnaścioro dzieci. Dorosłości dożyło troje synów. Wiemy to z kroniki rodzinnej, którą Dürer spisał w 1524 roku. Dorastał w domu, w którym kołyska i trumna stały czasem w tym samym roku w tej samej izbie. Warsztat złotniczy był najlepszą szkołą ręki i oka. Rylec złotnika i rylec rytownika to właściwie to samo narzędzie. W 1484 roku trzynastolatek narysował się srebrnym sztyftem przed lustrem, techniką bez możliwości poprawek. Ten rysunek w wiedeńskiej Albertinie to najstarszy zachowany autoportret dziecięcy w sztuce europejskiej. Ojciec, choć żałował straconych lat nauki, oddał syna do pracowni Michaela Wolgemuta, która razem z Kobergerem przygotowywała Kronikę norymberską z około 1800 drzeworytami. W 1514 roku Dürer narysował węglem schorowaną matkę, bez upiększeń i z ogromną czułością. Wielu historyków uważa ten rysunek za pierwszy całkowicie szczery portret starości w sztuce europejskiej. Małżeństwo zaaranżowane i podróż do Wenecji W 1494 roku ojciec ściągnął go z wędrówki czeladniczej: miał narzeczoną. Agnes Frey wniosła posag 200 florenów. Pobrali się 7 lipca 1494 roku, a trzy miesiące później Dürer wyjechał sam do Wenecji, oficjalnie przed zarazą. Zobaczył tam, że artysta może być kimś więcej niż rzemieślnikiem. Startup z Norymbergi Malarz w Norymberdze żył z zamówień. Dürer odwrócił ten model: sam wybierał temat, rzeźbił klocki, drukował i sprzedawał grafiki setkami. W 1498 roku wydał własnym sumptem „Apokalipsę”, piętnaście drzeworytów, po łacinie i po niemiecku, akurat przed rokiem 1500, gdy pół Europy czekało na koniec świata. Agnes sprzedawała ryciny na jarmarkach, między innymi we Frankfurcie, a agenci rozwozili je od Krakowa po Włochy. Sam Dürer pisał, że na malowaniu się traci, a na rycinach zarabia. W 1515 roku do Lizbony przypłynął z Indii nosorożec. Dürer nigdy go nie widział. Na podstawie listu i szkicu wyrył pancerne zwierzę z dodatkowym rożkiem na karku. Ten nosorożec był kopiowany w podręcznikach przez trzysta lat. Prawdziwe zwierzę przegrało z marką. Od 1512 roku Dürer pracował dla cesarza Maksymiliana I, który w 1515 roku przyznał mu dożywotnią pensję 100 florenów rocznie. Autoportret jako Chrystus W 1500 roku namalował siebie frontalnie, symetrycznie, z długimi włosami, tak jak malowano Chrystusa (Stara Pinakoteka w Monachium). Najczęstsza interpretacja: artysta, który tworzy, naśladuje Stwórcę. Ale trudno nie dodać, że Dürer po prostu uważał, że zasługuje na taki kadr. Z Wenecji pisał do przyjaciela Willibalda Pirckheimera: „Tutaj jestem panem, w domu pasożytem”. Po śmierci Dürera Pirckheimer napisał o Agnes zjadliwy list, nazywając ją skąpą i zgryźliwą. Ten jeden list na czterysta lat ustawił jej wizerunek. Fakty mówią co innego: przez 34 lata Dürer powierzał jej pieniądze i interesy. Melancholia i sen o wodzie „Melencolia I” z 1514 roku to największa zagadka w historii grafiki: skrzydlata postać, narzędzia, wielościenna bryła i kwadrat magiczny z datą 1514 w dolnym rzędzie. To jeden z momentów narodzin nowoczesnego mitu udręczonego geniusza. W nocy z 7 na 8 czerwca 1525 roku Dürerowi przyśniły się wielkie wody spadające z nieba. Rano namalował je akwarelą i opisał sen. To uważa się za pierwszy w europejskiej sztuce wizualny zapis snu, cztery wieki przed Freudem. Jego młodszy brat Hans był w tym czasie malarzem nadwornym Zygmunta Starego na Wawelu. Wieloryb W czasie podróży do Niderlandów w latach 1520–1521 Dürer wyruszył do Zelandii, żeby zobaczyć wyrzuconego na brzeg wieloryba. Zanim dotarł, morze zabrało zwierzę. Z tej wyprawy wrócił chory i do końca życia nie odzyskał pełni zdrowia. Zmarł w Norymberdze 6 kwietnia 1528 roku. Zabił go wieloryb, którego nigdy nie zobaczył. Posłuchaj całego odcinka powyżej albo obejrzyj go na YouTube. Jeśli lubisz historię sztuki od mniej oczywistej strony, zasubskrybuj Art Perspective. This is a public episode. If you would like to discuss this with other subscribers or get access to bonus episodes, visit artperspective.substack.com

  • September 4 · 41 min

    Willem de Kooning: bunt, który zmienił malarstwo Nowego Jorku

    Obejrzyj wersję wideo na YouTube: https://youtu.be/ZJraerbBGZQ W tym odcinku przyglądamy się życiu i twórczości Willema de Kooninga – jednej z najważniejszych postaci amerykańskiego ekspresjonizmu abstrakcyjnego. Jak młody imigrant z Rotterdamu stał się głośnym filarem nowojorskiej sceny artystycznej i rywalem Jacksona Pollocka? Omawiamy jego kultową i kontrowersyjną serię Kobiety, balansowanie między figuracją a pełną abstrakcją oraz niezwykłą dynamikę pędzla. Co sprawia, że jego płótna do dziś tętnią żywiołową energią i prowokują do dyskusji? Posłuchaj opowieści o artyście, który nigdy nie bał się burzyć zasad w sztuce. We wrześniu 2015 roku obraz „Interchange” zmienił właściciela za 300 milionów dolarów. Była to wtedy najwyższa cena, jaką kiedykolwiek zapłacono za obraz. Dziewięćdziesiąt lat wcześniej jego autor ukrywał się w maszynowni brytyjskiego frachtowca w Rotterdamie: bez biletu, bez dokumentów i bez słowa po angielsku. Dzieciństwo w Rotterdamie Willem de Kooning urodził się 24 kwietnia 1904 roku w robotniczej dzielnicy Rotterdamu. Rodzice rozwiedli się, gdy miał trzy lata. Matka, Cornelia, prowadziła bar dla marynarzy i była dla dzieci surowa, a biografowie piszą wprost o przemocy. Ta matka wróci na jego płótnach. W wieku dwunastu lat zaczął praktykę u dekoratorów wnętrz, braci Gidding: złocenie, liternictwo, malowanie szyldów. Do końca życia mówił o sobie jak o fachowcu. Wieczorami chodził na kursy w rotterdamskiej akademii, która dziś nosi jego imię. Ucieczka do Ameryki De Kooning nie płynął za ocean, żeby zostać artystą. Chciał być ilustratorem. Leo Cohan wziął od niego 25 guldenów za miejsce na statku i zniknął, ale kilka miesięcy później wrócił i dotrzymał słowa. Latem 1926 roku de Kooning zszedł nielegalnie na ląd w Wirginii. W Ameryce zaczął jako malarz pokojowy za dziewięć dolarów dziennie i był zachwycony. Gorky, Elaine i farba do futryn W Nowym Jorku poznał Arshile'a Gorky'ego, ocalałego z ludobójstwa Ormian, który wymyślił się na nowo. Gorky stał się dla niego mistrzem i przyjacielem. W 1935 roku de Kooning trafił do federalnego programu WPA i po raz pierwszy mógł zajmować się wyłącznie sztuką. Program był jednak dla obywateli, więc w 1937 roku musiał odejść. Postanowił, że będzie malarzem. W 1938 roku poznał dwudziestoletnią Elaine Fried. Pobrali się w 1943 roku i stworzyli jedno z najbardziej burzliwych małżeństw w historii sztuki. Wśród kochanków Elaine byli krytyk Harold Rosenberg, redaktor ARTnews Thomas Hess i galerzysta Charles Egan, czyli ludzie, którzy zbudowali legendę jej męża. Około 1946 roku de Kooning był tak spłukany, że kupił emalię budowlaną, galon czarnej i galon białej. Z tej farby do futryn powstała seria czarno-białych abstrakcji, która zmieniła bieg amerykańskiej sztuki. W 1948 roku, w wieku prawie 44 lat, miał pierwszą indywidualną wystawę, a MoMA kupiła jeden z czarnych obrazów. W tym samym roku Gorky odebrał sobie życie. Woman I: dwieście kobiet na jednym płótnie W czerwcu 1950 roku, u szczytu sukcesu, de Kooning zaczął malować kobietę z wielkimi oczami i drapieżnym uśmiechem. Malował ją i zeskrobywał przez półtora roku. Elaine mówiła o ponad dwustu wersjach. Wycinał z reklam Camela uśmiechy modelek i naklejał je na twarz. W 1952 roku zdarł płótno z blejtramu i dopiero historyk sztuki Meyer Schapiro przekonał go, że to nie porażka. Wystawa „Woman” w 1953 roku wywołała burzę. Clement Greenberg uznał powrót do figuracji za krok wstecz, inni pisali o mizoginii. De Kooning odpowiadał, że bycie antytradycyjnym jest równie banalne jak bycie tradycyjnym. MoMA kupiła „Woman I” trzy miesiące później. Rauschenberg, Pollock i Ruth Jesienią 1953 roku Robert Rauschenberg poprosił go o rysunek po to, żeby go wymazać. De Kooning wybrał taki, którego by żałował, i taki, który trudno zetrzeć. Tak powstał „Erased de Kooning Drawing”, jeden z aktów założycielskich sztuki konceptualnej. W Cedar Tavern de Kooning pił i kłócił się z Jacksonem Pollockiem. W sierpniu 1956 roku Pollock zginął w wypadku samochodowym, a z wraku wyszła żywa jego kochanka, Ruth Kligman. Niecały rok później była kochanką de Kooninga, który nazwał na jej cześć obraz „Ruth's Zowie”. Long Island, obywatelstwo i Medal Wolności Po śmierci Pollocka de Kooning był najsławniejszym malarzem Ameryki i jednocześnie coraz poważniej pił. Wyprowadził się do Springs na Long Island i sam zaprojektował ogromną pracownię. W 1962 roku, 36 lat po nielegalnym przyjeździe, został obywatelem USA, a w 1964 roku odebrał z rąk prezydenta Johnsona Prezydencki Medal Wolności. W jego malarstwie pojawiły się światło, woda i piach. Pierwszym europejskim muzeum, które kupiło jego obraz, było w 1964 roku amsterdamskie Stedelijk. W 1976 roku wróciła Elaine. Pomogła mu wyjść z nałogu i zorganizowała życie na nowo. Malarz, który traci pamięć W połowie lat osiemdziesiątych lekarze stwierdzili postępującą demencję, najpewniej Alzheimera. De Kooning nadal codziennie malował. Obrazy z tamtych lat są jasne i lekkie: białe płaszczyzny i wstęgi czerwieni, błękitu i żółci. Kto jest ich autorem? Sceptycy wskazują na asystentów i rynek. Obrońcy mówią, że pamięć opowieści umiera, a pamięć ręki nie. Elaine zmarła w 1989 roku, a on prawdopodobnie nigdy w pełni tego nie pojął. Zmarł 19 marca 1997 roku w swojej pracowni w Springs. Od dwóch tysięcy do trzystu milionów W 1955 roku de Kooning sprzedał „Interchange” za cztery tysiące dolarów, z czego dostał może dwa. W 2015 roku Kenneth Griffin zapłacił za ten obraz 300 milionów. A Leo Cohan? Ta znajomość przetrwała całe życie. W 1963 roku de Kooning zadedykował mu gwasz, który Cohan w 1977 roku podarował muzeum w Rotterdamie. Bilet w jedną stronę wrócił do portu jako dzieło sztuki. Posłuchaj całego odcinka powyżej albo obejrzyj go na YouTube. Jeśli lubisz historię sztuki od mniej oczywistej strony, zasubskrybuj Art Perspective. This is a public episode. If you would like to discuss this with other subscribers or get access to bonus episodes, visit artperspective.substack.com

  • September 4 · 45 min

    Wilhelm Sasnal: Kadry rzeczywistości

    Obejrzyj wersję wideo na YouTube: https://youtu.be/UvP5LHWAOyQ W tym odcinku przyglądamy się twórczości Wilhelma Sasnala – jednego z najważniejszych i najbardziej rozpoznawalnych polskich artystów współczesnych. Jak droga z Tarnowa i czas spędzony w Grupie Ładnie doprowadziły go do nowojorskiego MoMA i londyńskiej Tate Modern? Rozmawiamy o jego unikalnym języku wizualnym, w którym minimalistyczna forma spotyka się z popkulturą, historią i osobistym pamiętnikiem. Dlaczego Sasnal woli niedowiedzenie od nadmiaru słów i co sprawia, że jego obrazom ulega publiczność na całym świecie? Posłuchaj rozmowy o sztuce, która kadruje naszą codzienność. Wilhelm Sasnal mówi otwarcie, że nie potrafi niczego wymyślić. Jego umysł nie produkuje fikcji, więc zawsze opiera się na czymś, co już istnieje: cudzym zdjęciu, kadrze z filmu, klatce komiksu. Ktoś nazwał to plagiatem. Jego obrazy wiszą w Tate Modern, MoMA, Centrum Pompidou i Guggenheimie. Mościce: osiedle przy fabryce azotu Sasnal urodził się w 1972 roku w Mościcach na skraju Tarnowa. Dzielnica nosi imię prezydenta Ignacego Mościckiego, który wcześniej był chemikiem i opatentował metodę pozyskiwania azotu z powietrza. Wokół Państwowej Fabryki Związków Azotowych zaprojektowano modernistyczne osiedle dla pracowników. Kominy, rury i płaska geometria hal wracają w jego malarstwie przez trzydzieści lat, między innymi w cyklu „Mościce”, w którym namalował fabrykę, gdzie pracował jego ojciec. W 1992 roku poszedł najpierw na architekturę na Politechnice Krakowskiej. Dwa lata rzutów i przekrojów nauczyły go redukować świat do schematu. Widać to w jego wielkich, płaskich plamach koloru. W 1994 roku przeniósł się na malarstwo na krakowskiej ASP i obronił dyplom w 1999 roku w pracowni Leszka Misiaka. Grupa Ładnie i Polska lat dziewięćdziesiątych W 1996 roku pięciu młodych krakowian, Sasnal, Rafał Bujnowski, Marcin Maciejowski, Marek Firek i Józef Tomczyk, założyło grupę „Ładnie”. Nazwa była kpiną, bo „ładnie” to najgorsze, co można powiedzieć o obrazie na akademii. Malowali ulotki, okładki płyt, samochody i kadry z telewizji. Krytycy nazwali to pop-banalizmem, ale w praktyce prowadzili kronikę kraju, który jeszcze nie wiedział, kim jest. Po studiach Sasnal pracował w agencjach reklamowych. Uczył się tam, gdzie w obrazie mieszka manipulacja. W 1999 roku wygrał Bielską Jesień, a Anda Rottenberg napisała, że uznała to zwycięstwo za rzecz oczywistą. Potem przyszły komiks „Życie codzienne w Polsce w latach 1999–2001”, Paszport Polityki i obraz „Shoah (Las)”. W 2006 roku „Flash Art” umieścił go na pierwszym miejscu listy stu najważniejszych młodych artystów świata, a on dostał Europejską Nagrodę Artystyczną im. Vincenta van Gogha. Malowanie ze zdjęć ma 180 lat Mariusz Szczygieł napisał, że nazwać to plagiatem to tak, jakby nazwać „Odyseję” Nolana plagiatem Homera. Malarze korzystają z fotografii od 1839 roku. Eugène Delacroix zamawiał u fotografa serie aktów. Edgar Degas kupił aparat. Eadweard Muybridge pokazał, że koń w galopie wygląda inaczej, niż malowano go przez dwa tysiące lat. W pracowni Francisa Bacona znaleziono blisko półtora tysiąca fotografii. Gerhard Richter zbudował z tysięcy zdjęć „Atlas”, a Andy Warhol, Marlene Dumas i Luc Tuymans malowali z cudzych kadrów. Pytanie, na jakiej podstawie powstał obraz, zdążyło się zestarzeć. Ważniejsze jest, co artysta z tym zrobił. Zdjęcie prasowe oglądasz pół sekundy. Ten sam kadr namalowany na dwumetrowym płótnie zatrzymuje cię na kilka minut. Malarstwo spowalnia patrzenie. Maus bez myszy i las pod Treblinką Najważniejszym narzędziem Sasnala nie jest kopia, tylko usunięcie. Namalował cykl według „Mausa” Arta Spiegelmana, komiksu nagrodzonego Pulitzerem w 1992 roku, i usunął z kadrów postacie oraz dymki. Zostało samo czarno-białe tło: pamięć bez narracji. W 2003 roku sięgnął po „Shoah” Claude'a Lanzmanna, dziewięciogodzinny film, w którym nie ma ani jednego zdjęcia archiwalnego, bo Lanzmann uważał, że Zagłady nie wolno przedstawiać. Na obrazie „Shoah (Las)” najpierw widać ciężką masę zieleni, a dopiero potem trzy małe postacie wychodzące z lasu pod Treblinką: Lanzmanna, świadka i tłumaczkę. Tłumaczkę Sasnal namalował też osobno. Wybrał osobę, która nie jest ani ofiarą, ani sprawcą, tylko pośredniczką cudzej mowy. W 2007 roku na Murze Sztuki Muzeum Powstania Warszawskiego namalował żółte bratki na czarnym tle. Gdy postoisz dłużej, w bratkach pojawiają się ludzkie czaszki. W 2021 roku Muzeum POLIN pokazało jego wystawę „Taki pejzaż”. Lata walki i rynek Wystawie w Zachęcie w 2007 roku Sasnal nadał tytuł „Lata walki”, wzięty z filmu o generale Świerczewskim. Zdjął z siebie powagę, zanim ktoś inny mu ją nałożył. Tymczasem rynek zaczął liczyć: jego obrazy bywają najdroższymi pozycjami na polskich aukcjach sztuki współczesnej. Filmy z Anką Sasnal i malarstwo jako rekwizyt Od 2008 roku Wilhelm i Anka Sasnal robią wspólne filmy, kręcone na taśmie, ziarniste i poetyckie: „Świniopas”, „Z daleka widok jest piękny”, „Huba”. Ostatni, „Człowiek do wszystkiego” według powieści Roberta Walsera, miał premierę w konkursie głównym festiwalu w Rotterdamie w 2025 roku, a do polskich kin wszedł 25 stycznia 2026 roku. Obrazy wiszące w filmowej willi namalował Sasnal, między innymi wersję „Tańca” Matisse'a. W 2024 roku pokazało je amsterdamskie Stedelijk na wystawie „Malarstwo jako rekwizyt”. Reprodukcja, obraz, rekwizyt, dzieło: cały obieg mówi, że nie istnieje czyste, pierwsze patrzenie. Maszyna generuje, człowiek decyduje Dziś maszyny produkują miliony obrazów wytrenowanych na wszystkim, co ludzkość namalowała, a spór brzmi znajomo: czyje to jest i na czym powstało. Jeśli Sasnal ma rację, to pytanie o źródło jest z XX wieku. Ważniejsze pytanie jest starsze: czy ktoś podjął decyzję, coś usunął, zmienił skalę i przesunął znaczenie. Posłuchaj całego odcinka powyżej albo obejrzyj go na YouTube. Jeśli lubisz historię sztuki od mniej oczywistej strony, zasubskrybuj Art Perspective. This is a public episode. If you would like to discuss this with other subscribers or get access to bonus episodes, visit artperspective.substack.com

  • July 16 · 41 min

    Marginalia cz. 2: bazgroły na marginesach średniowiecznych ksiąg

    Obejrzyj wersję wideo na YouTube: https://youtu.be/GysK5c8MeT8 Myślisz że średniowieczny rękopis to poważna, święta rzecz przepisywana z namaszczeniem przez pobożnych mnichów? Otóż nie do końca. Na marginesach tych samych ksiąg znajdziemy rycerza walczącego ze ślimakiem, małpę udającą lekarza, królika wieszającego myśliwego i mnóstwo scen, które dziś moglibyśmy nazwać najzwyklejszym trollingiem.W tym odcinku Art Perspective wchodzimy w świat marginaliów, czyli rysunków na marginesach średniowiecznych manuskryptów, i sprawdzamy dlaczego historyk sztuki Michael Camille poświęcił im całą książkę "Image on the Edge". Opowiadam też o skrybach, którzy przepisując teksty popełniali błędy, gubili linijki, mylili litery i czasem po prostu zasypiali nad pergaminem, zostawiając na marginesie skargę w stylu „ręka mnie boli, kończę na dziś”.Druga część to historia detektywistyczna. Paul Maas, niemiecki filolog, wymyślił metodę rekonstruowania drzewa genealogicznego rękopisów właśnie na podstawie błędów przepisywaczy. Bo błąd który się powtarza w kilku kopiach zdradza, kto od kogo przepisywał. Sprawdzamy też co o codziennym życiu skryptoriów pisze holenderski paleograf Erik Kwakkel, który od lat bada właśnie takie ślady ludzkiej frustracji i humoru na marginesach.Subskrybuj jeśli lubisz historię sztuki opowiedzianą bez sztywności akademickiego wykładu.#marginalia #marginaliasredniowieczne #rekopisysredniowieczne #historiasztuki #iluminacje #manuskrypty #skryptorium #skryba #bledyprzepisywaczy #paleografia #MichaelCamille #ErikKwakkel #PsalterzLuttrella #sztukasredniowieczna #historiaksiazki #iluminowanerekopisy #mnisi #historiasztukipodcast #arthistory #medievalmanuscripts #illuminatedmanuscripts #ArtPerspective #DorotaSzarnowska #historiadlaciekawych #ciekawostkihistoryczne #sztukasredniowieczawyjasniona This is a public episode. If you would like to discuss this with other subscribers or get access to bonus episodes, visit artperspective.substack.com

  • July 13 · 54 min

    Marginalia cz. 1: skąd dziwactwa w średniowiecznych manuskryptach?

    Obejrzyj wersję wideo na YouTube: https://youtu.be/wrjtzb0LCgQ Co robi rycerz walczący ze ślimakiem? Dlaczego zakonnicy ozdabiali poważne księgi królikami z mieczami, tańczącymi małpami i stworzeniami, które wyglądały jak sen po zjedzeniu zbyt dużej ilości sera?W tym odcinku Art Perspective zaglądamy na marginesy średniowiecznych manuskryptów, miejsca, gdzie wyobraźnia nie znała granic. Odkrywamy, czym były marginalia, dlaczego powstawały i co mówią o ludziach średniowiecza. To historia pełna humoru, symboliki i zaskakujących pytań o sztukę, kulturę oraz codzienne życie sprzed setek lat.Jeżeli lubisz historię sztuki opowiedzianą w sposób, który zaskakuje i zostaje w pamięci, ten odcinek jest dla Ciebie.#ArtPerspective #HistoriaSztuki #Marginalia #Średniowiecze #Manuskrypty #MedievalArt #IlluminatedManuscripts #Sztuka #Historia #Podcast This is a public episode. If you would like to discuss this with other subscribers or get access to bonus episodes, visit artperspective.substack.com

  • June 21 · 55 min

    Czy Kościół wynalazł marketing? Barok i największa kampania w historii

    Obejrzyj wersję wideo na YouTube: https://youtu.be/hIOcavRAoBY Czy Caravaggio był pierwszym projektantem UX? Czy Bernini stworzył pierwszy immersyjny „brand experience”? A może barok był czymś więcej niż stylem w sztuce — był najbardziej ambitną kampanią komunikacyjną w dziejach Europy? W tym odcinku zabieram Cię do Rzymu XVII wieku, gdzie Kościół katolicki, zagrożony przez Reformację, postanowił zawalczyć nie tylko o dusze wiernych, ale także o ich emocje. Przyjrzymy się obrazom Caravaggia, monumentalnym projektom Berniniego i strategiom Kontrreformacji, które zmieniły sztukę w narzędzie perswazji. To historia o świetle, iluzji, architekturze i ludzkiej psychologii. Ale też opowieść zaskakująco aktualna, bo wiele technik opracowanych czterysta lat temu odnajdziemy dziś w projektowaniu aplikacji, luksusowych sklepów, mediach społecznościowych i współczesnym marketingu. W tym odcinku: * dlaczego barok był odpowiedzią na kryzys Kościoła, * jak Caravaggio zrewolucjonizował sposób opowiadania historii, * w jaki sposób Bernini zamienił Rzym w gigantyczny spektakl, * czym była barokowa „immersja”, * dlaczego współczesne marki korzystają z tych samych mechanizmów, * i co ta historia mówi o naszej walce o uwagę w XXI wieku. Bo zanim człowiek coś zrozumie, uwierzy w to lub zapamięta — najpierw musi to poczuć. Grafika odcinka: fot. Livioandronico2013, licencja CC BY-SA 4.0, Wikimedia Commons. This is a public episode. If you would like to discuss this with other subscribers or get access to bonus episodes, visit artperspective.substack.com

  • June 13 · 29 min

    David Hockney i najpiękniejszy spektakl świata

    Obejrzyj wersję wideo na YouTube: https://youtu.be/YoMLRGLmLU0 David Hockney wierzył, że największy spektakl na świecie odbywa się każdego roku i nie kosztuje ani grosza. Nazywał go po prostu wiosną. W tym odcinku Art Perspective opowiadam o życiu, sztuce i filozofii jednego z najważniejszych artystów naszych czasów. O człowieku, który przez dekady przypominał nam, że warto patrzeć uważniej – na świat, naturę i codzienne piękno. Po śmierci Hockneya jego słowa brzmią jeszcze mocniej. #ArtPerspective #DavidHockney #HistoriaSztuki #Sztuka #PodcastOSztuce #ContemporaryArt #Hockney #ArtHistory #Malarstwo #Wiosna This is a public episode. If you would like to discuss this with other subscribers or get access to bonus episodes, visit artperspective.substack.com

  • June 12 · 41 min

    Wieża Eiffla: dlaczego artyści nazywali ją obrzydliwą?

    Obejrzyj wersję wideo na YouTube: https://youtu.be/wms97W4aRxM Dziś jest symbolem Francji. Kiedy powstawała, nazywano ją potworem, hańbą i katastrofą estetyczną. Artyści żądali jej rozbioru, a wielu mieszkańców Paryża nie chciało jej widzieć za oknem. Jak więc najbardziej znienawidzona konstrukcja XIX wieku stała się ikoną świata? Historia Wieży Eiffla jest znacznie dziwniejsza, niż myślisz. This is a public episode. If you would like to discuss this with other subscribers or get access to bonus episodes, visit artperspective.substack.com

  • May 29 · 49 min

    Co kryły renesansowe domy?

    Obejrzyj wersję wideo na YouTube: https://youtu.be/SndVlQrplA8 Renesans kojarzy się z pięknem, harmonią i wielką sztuką. Ale jak naprawdę wyglądało życie za drzwiami renesansowych domów? W tym odcinku Art Perspective zaglądam do prywatnych wnętrz epoki: komnat, sypialni, kuchni i salonów, w których sztuka była nie tylko dekoracją, ale też narzędziem władzy, kontroli i reprezentacji. Jakie obrazy wisiały na ścianach? Co mówiły o statusie rodziny? I dlaczego dom renesansu bardziej przypominał teatr społeczny niż romantyczną wizję z podręczników? To historia o luksusie, codzienności i rzeczach, które miały pozostać niewidoczne. This is a public episode. If you would like to discuss this with other subscribers or get access to bonus episodes, visit artperspective.substack.com

Showing 1–20 of 20 episodes